Ninja Race Wierzchowina Cegielnia – recezja

Przed biegiem słyszałam wiele opinii na temat trasy, że jest nieznośna, że ostre podbiegi i zbiegi pompują, że teren wymagający – postanowiłam więc sprawdzić na swojej skórze i mięśniach jak jest w rzeczywistości.

DSC_0610

27 lipca 2019 roku wystartowała kolejna odsłona Ninja Race, tym razem w Cegielni Wierzchowina. W najbliższej okolicy rzadko pojawiają się biegi ocr, dlatego korzystam z każdej nadarzającej się okazji, aby pobrykać. Na starcie biegu zameldowało się grono zapaleńców podzielonych na dwie grupy – Pro i Open. W pierwszej zawodnicy musieli poprawnie pokonać wszystkie przeszkody samodzielnie bez możliwości wymiany przeszkody na karne padnij-powstań. Biegacze serii Open mogli wzajemnie sobie pomagać oraz skakać burpeesy w przypadku, kiedy przeszkoda okazała się być zbyt trudna.

DSC_0635

Oczywiście start w takich biegach nie jest bezpłatny, bo aby przebiec, poczołgać się, utaplać w błotku i poskakać należało wpłacić niemałą sumkę  (jej wysokość uzależniona była od terminu uiszczenia opłaty – im bliżej zawodów, tym drożej): dla Grupy Open od 110 złotych  w marcu do 150 złotych w lipcu, start w serii Pro kosztował o 20 zł więcej.

W pakiecie otrzymaliśmy: zwrotny chip, koszulkę, chustę, medal oraz napój energetyczny Oshee. Mieliśmy również możliwość dołączenia do akcji charytatywnej i zakupu różnych gadżetów, z których dochód przeznaczony został na małą wojowniczkę Wiktorię.

67287104_678415519288389_8561012625826119680_n

Pogoda dopisała, co oznacza, że grzało, ale nie aż tak jak podczas biegu Ninja Race w Bike Park w Lublinie. Wielkim plusem, o którym trzeba wspomnieć, była możliwość skorzystania z podawanej podczas biegu wody, czego w Bike Parku przy temperaturze ponad 30 stopni brakowało.

Na pierwszy ogień rzuciła się grupa Pro, nie widziałam jak zaczęli, ponieważ przyjechałam przed 13.00, czyli godziną kiedy startowała moja grupa. Nauczona wcześniejszym doświadczeniem nie przyjeżdżam dużo wcześniej, aby nie czekać, nie słabnąć, nie głodnieć, nie nudzić się.

Przed startem nie znałam ani trasy ani przeszkód. Wiedziałam, że będzie to 6 kilometrów i trzydzieści przeszkód. Szybko zorientowałam się, że przed metą wisi przeszkoda, na której grawitacja ostatnio dała mi o sobie znać – nunczako. Nie ćwiczę tego, bo nie lubię. Jeśli ktoś ma ochotę poćwiczyć zapraszam do Get Gym, tam jest zamontowana. Zabawa polega na tym, że w zwisie trzymając za zawieszony na łańcuchu bądź sznurku pionowy drążek trzeba przejść na kolejny i tak kilka razy.

DSC_0615

Zobaczyłam też rzucone na kupkę opony i ten widok mnie niesamowicie ucieszył – bardzo lubię wszelkie siłowe przeszkody. I rzeczywiście czekał nas start z oponami na ramieniu. Trudno powiedzieć, ile ważyły te opony, niewiele może kilkanaście kilogramów. To była czysta przyjemność móc przytulić się do chłodnej opony, kiedy słońce znajdowało się wysoko na bezchmurnym nieboskłonie.

DSC_0747

Niemalże od razu trasa skręciła w las. Kochani bieg wśród drzew był najcudowniejszym przeżyciem tego dnia. Świadoma swoich mocnych ud po treningu siłowym spodziewałam się, że podbiegi powinnam pokonać w dobrym tempie. Większą trudność sprawiają mi dystanse płaskie, nie lubię i nie umiem biegać po płaskim terenie. Oczywiście było tak i tym razem.

DSC_0775

Las był mój, mięśnie czworogłowe miały szansę aby wykazać się i czułam, że są mi wdzięczne za taką możliwość, wspaniałe dość strome ukształtowanie terenu, w kilku miejscach mogliśmy się asekurować linami i z ich pomocą wchodzić oraz schodzić. Tu przyznam, że corocznie, a czasem dwa razy w roku łażę po Tatrach często z użyciem wszystkich kończyn więc przewyższenia obecne na trasie nie napawały mnie lękiem. Choć widziałam, że niektórzy mieli problem, bo strach ich paraliżował. Wraz ze znajomymi pędziliśmy przez las aż się kurzyło, tabuny suchego piachu i liści unosiły się wokół nas.

DSC_0855DSC_0856

W lesie czekały rozmaite atrakcje – kilka pajęczynek, na polanie czołganie pod oponami – skąd oni wzięli tyle opon pojęcia nie mam, no i drabinka salomona (ang. salmon – łosoś – nie Salomon król). Trudność w przejściu tej przeszkody polega na opanowaniu dość specyficznej techniki, na co podczas biegu czasu i możliwości nie ma. Dwa drzewa łączy ruchomy poziomo zawieszony drążek. Należy rozhuśtać się i podskoczyć tak, aby przenieść drążek na wyższy zaczep. Fajne prawda? Pikanterii dodawało miejsce, w którym drążek wisiał. Istniało spore prawdopodobieństwo, że podczas rozmachu możesz spaść z drążkiem i stoczyć się z górki, na którą właśnie wbiegłeś, ponieważ drążek zamontowany został w trudnym miejscu.

DSC_0763

Czułam się w swoim żywiole i ta radość trwała do momentu opuszczenia linii lasu. A później co? Płasko! Myślę sobie o nie… Nie znoszę biegać na otwartej przestrzeni bez żadnych pagórków – no dobra, wiem, generalnie nie lubię biegać, ale pagórki uatrakcyjniają trasę i szybciej leci, a prosty trakt nuży. Męczę się przy tym okropnie. Jakoś nie potrafię ani stóp ustawiać, mam problem z krokiem i oddechem.

DSC_0786

Naszą drogę wzbogaciły dość ciekawe przeszkody – 5 metrowa ściana – kratownica z łańcuchów, którą należało pokonać przechodząc przez górę i schodząc drugą stroną, ścianka końska pełna ruchomych belek, na którą trzeba było wejść i przedostać się na drugą stronę, lina do wejścia na nią, dwie ścianki drewniane do przeskoczenia, przerzucanie opon, woda i błoto.

Nudna płaska trasa kończyła się w opuszczonej hali ze skrzypiącą, drewnianą, zakurzoną podłogą. Rewelacja, atmosfera jak u Hitchoocka. Zrobiło się niesamowicie ale później było jeszcze ciekawiej. W pewnym momencie usłyszałam pisk jakiejś laski, po dobiegnięciu w miejsce skąd dochodził dźwięk okazało się, że chwilowo trasa przebiega w ciemnym tunelu, wokół którego zaledwie tliły się mgliste światełka. Dzień wcześniej obejrzałam horror 😀 W hali spotkałam się z drabinką ze sznurków – podobną do tej wyrzucanej z samolotu, wciąganiem opony w górę, przeszkodą o intrygującej nazwie „fireman” czyli zawieszoną, kołyszącą się rurą, z której po bokach wystawały sznurki. Aby zaliczyć przeszkodę należało wspiąć się na tę rurę. Po opuszczeniu hali trasa wiodła przez sporo sztucznych przeszkadzajek do przeskoczenia a to jakieś belki, a to ogromne opony, po ich pokonaniu znowu płasko i prosta do kilkumetrowej ścianki. Jak mi się już nie chciało… no jeszcze jakby pod górę to bym cisnęła, a tak ciągle po płaskim – ile można szurać…

DSC_0764DSC_0765

W tym momencie trasa robiła się nudna, mało tego, że słabo oznaczona, bo mam wrażenie, że ze znajomymi pomyliliśmy trasę przez co zrobiliśmy dłuższy dystans, to jeszcze monotonna, ciągle rozwiązywały mi się buty więc musiałam zatrzymywać się i wiązać, bo po pierwsze przeszkadzały po drugie bałam się o przymocowany do butów chip. Ostatki odcinek to kilka dołów z wodą, zasieki z błotem, wspięcie na drewnianą platformę, po zejściu z której czekało nas przejście przez nunczako (którego oczywiście nie przeszłam) i meta.

DSC_0864

Kolejnym razem spróbuję techniki podpatrzonej u jednego z zawodników na zdjęciu opublikowanym przez Ninja Race. Zamiast chwytać za pionowy drążek włożył rękę w łańcuch i przeszedł jak na kółku gimnastycznym. Taki chwyt jest nieporównywalnie łatwiejszy i wygodniejszy. Nie polecam takiej metody zawodnikom Pro, bo jedyny dozwolony sposób na przejście to trzymanie wyłącznie drążka.

DSC_0865

Na dystansie 6 kilometrów pokonaliśmy około trzydziestu przeszkód, w tym naturalne i sztuczne. Po ukończeniu biegu na naszych piersiach dumnie zawisły medale.

DSC_0698

Z jednej strony czułam radość z ukończenia biegu, bo trasę należy uznać za wymagającą, ale z drugiej smutek, że zabawa dobiegła końca. Następnym razem będę biegła wolniej, żeby jak najdłużej cieszyć się atmosferą biegu i przeszkodami.

67576284_630484557446930_845686666969481216_n

Wbiegając na metę należy pamiętać jeszcze o tym, aby zdjąć z buta chip i wrzucić go do oznaczonego pudełka.

DSC_0897

Nie popełniłam wcześniejszych błędów i postanowiłam ubrać się bardzo lekko, aby moje ubranie i ciało miało szansę na szybkie wyschnięcie. Bokserka, szorty, biustonosz sportowy, krótkie skarpetki i buty z bieżnikiem. Nie biegałam w nich wcześniej więc nie miałam pojęcia jak podłe mają sznurówki… Co kilkaset metrów musiałam zatrzymywać się, żeby je wiązać. I to jest kolejne doświadczenie – nigdy nie należy brać butów z okrągłymi sznurówkami, bo będą problemy.

DSC_0861

Jeśli miałabym powiedzieć, w jaki sposób przygotować się do biegu z przeszkodami bez namysłu padłaby odpowiedź – biegać. Tak, jest to bieg z przeszkodami, ale mimo wszystko bieg więc kondycję trzeba mieć. Pokonanie przeszkody trwa chwilę, najbardziej wyczerpuje bieg, dłonie się pocą, co utrudnia pokonywanie niektórych przeszkód. Jeśli jest taka możliwość dobrym pomysłem jest magnezja w płynie albo wytarcie rąk, np. przed liną o piach.

Plusy
– ukształtowanie terenu
– woda do picia

Minusy
– słabe oznaczenie
– monotonia
– godzina startu – biegi można zaczynać wcześniej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: