„Ninja Warrior/Trening OCR” w Strefie Wysokich Lotów w Lublinie – recenzja zajęć

W mediach społecznościowych możemy natknąć się na ogłoszenia zachęcające do wzięcia udziału w różnego rodzaju biegach – maratony, półmaratony, dyszki do maratonu, a także biegi OCR czyli z przeszkodami. Przykładem tego rodzaju biegu jest np. Runmageddon oraz Ninja Race. Zainteresowana biegiem z przeszkodami postanowiłam skorzystać z darmowego wejścia i pójść na zajęcia „Ninja Warrior/Trening OCR” organizowane w Strefie Wysokich Lotów w Lublinie. Jesteście ciekawi, jakie wrażenia mam po wizycie na zajęciach? Zapraszam do lektury.

Co to są biegi z przeszkodami?

Bieg z przeszkodami ma niewiele wspólnego z biegiem przez płotki, który znamy z olimpiad i mistrzostw. Jest to bieg kilkukilometrowy po zróżnicowanym terenie. Bieg utrudniać mogą nie tylko przeszkody naturalne jak błoto, woda, doły i wzniesienia, ale również przeszkody sztuczne, np. – ścianki, liny, opony, belki, rurki, równoważnie, zasieki oraz różnego rodzaju poprzeczki, drążki i obciążenia. Celem biegu jest pokonanie wszystkich przeszkód i dotarcie do mety. Niektóre wersje biegu dopuszczają wymianę przeszkoda za padnij-powstań. Oznacza to, że jeśli nie będziemy w stanie pokonać którejś z przeszkód samodzielnie albo z pomocą innego zawodnika – możemy skakać burpeesy. Ale uwaga, taka opcja nie w każdej wersji biegu jest dostępna.

Na miejscu…

Moją uwagę po wejściu do Strefy Wysokich Lotów zwróciły wszechobecne niebieskie trampoliny, przestrzeń i surowość miejsca, czyli to co lubię najbardziej. Nie mam na myśli trampolin, ani przestrzeni, lecz dość ascetyczny klimat, bez różu i słodkiego pudru. Po dopełnieniu formalności, podpisaniu zgód i oświadczeń otrzymałam kluczyk i poszłam do szatni. Kluczyki są numerowane, więc musimy znaleźć szafkę o numerze widniejącym na breloku. Kiedy już ją znajdziemy i przebierzemy się musimy wrócić do miejsca, w którym byliśmy rejestrowani. Tam znajdują się dwa pojemniczki: 1. Idę do domu 2. Idę na park. Oczywiście wybieramy drugi pojemniczek, ale uwaga musimy zapamiętać nasz numer, bo inaczej zginie wśród innych leżących już tam kluczyków. Wychodząc z SWL wrzucamy nasz kluczyk do pojemniczka numer jeden. W Strefie Wysokich Lotów oczywiście można używać magnezji i jest ona dostępna na miejscu.

Na zajęciach…

Park w Strefie Wysokich Lotów w Lublinie wygląda jak labirynt skrzyń, rurek i ścianek. W sali obok po kilku wstępnych słowach rozpoczęliśmy rozgrzewkę całego ciała. Warto zwrócić uwagę na podłogę, a w zasadzie na podłoże na którym ćwiczyliśmy. Byłam zaskoczona, że jest takie miękkie, sprężyste i balansujące. Nikt nas nie uprzedził, a warto wiedzieć, że po wejściu do sali czekają nas takie ciekawe doznania.

59855984_351557372157699_3534692637896343552_n

W sali znajdują się m.in. powieszone pod sufitem szarfy i cała ściana drabinek, na niektórych wiszą gąbki. Po co? Dowiedziałam się podczas rozgrzewki. Przechodząc po drabinkach trzeba było się schylać albo omijać je górą, aby nie spadły. Dawno się tak nie ubawiłam. Rozgrzewka zakończyła się dwudziestoma padnij-powstań. Czy rozgrzewka męczy? Według mnie nie, była dynamiczna, ćwiczenia się zmieniały, ale ze względu na sporą liczbę osób trzeba było czekać na swoją turę np. przy drabinkach, więc czas na odpoczynek był. Natomiast końcowe burpeesy (tylko 20) nie dadzą w kość komuś, kto je ćwiczy.

Warsztaty prowadziło dwóch trenerów, którzy wzięli pod swoje skrzydła po połowie grupy i w tych dwóch grupach ćwiczyliśmy. Trudno powiedzieć, czy była to nauka, bo z jednej strony ciężko w kilkadziesiąt minut opanować ćwiczenia, o których nie masz pojęcia, z drugiej nie mam pewności czy trenerzy naprawdę zaangażowali się na tyle, aby dobrze pokazać i wytłumaczyć poszczególne elementy toru. Mam oczywiście na uwadze, że były to zajęcia darmowe, ograniczone czasowo a grupa liczna, ale jako osoba początkująca w przeszkodach oczekiwałam więcej. Miałam wrażenie, że prowadzącym bardziej niż na nauce uczestników zależało na pokazaniu, ile oni potrafią, a świeżaki nie, po to, aby ich skłonić do przyjścia na następne, płatne już zajęcia (35 złotych).

Ze względu na ograniczoną powierzchnię parku przeszkody były bardzo ciasno ustawione, co osobie o fobiach klaustrofobicznych może trochę przeszkadzać. Moje oczekiwania rozminęły się z tym, co zobaczyłam. Zajęcia zdecydowanie przeznaczone są dla osób, które lubią taką formę aktywności oraz zajęcia grupowe. Warsztaty traktowałam jako nowe wyzwanie, ale zawiodłam się. Spodziewałam się, że będzie wycisk a nie było. To jest innego rodzaju trening niż ten, który wykonuję. Tu bardziej liczyła się zwinność i akrobatyka niż siła czy wydolność. Ale czy każdy chce (i może!) być akrobatą? A jeśli coś wychodzi mu dobrze w czterech ścianach, gdzie każdą przeszkodę zna na pamięć, to jaki ma to wpływ na jego trening w odmiennym otoczeniu? Trenując na siłowni z czasem dowiadujecie się, że zmienność treningu (nie tylko kolejność ćwiczeń, ich dobór, ale same chwyty, kombinacje itp) jest kluczem do sukcesu – tutaj przeszkody są przytwierdzone na stałe, a część jest mobilna.

Jeżeli swój trening ukierunkowujesz na konkretną dyscyplinę np. trójbój czy treningi siłowe możesz nie mieć radości z rurek, skrzyń i ścianek. Ktoś świetny w skakaniu przez rurki i ścianki wymięknie na ciężarach, gdyż jego ciało nie jest przystosowane do dźwigania. Według mnie nie ma czegoś takiego jak zbilansowany rozwój sprawności ciała. Marzę o tym, żeby zobaczyć zawodowego trójboistę, który prowadzi takiego typu zajęcia, albo chociaż jako uczestnik przejdzie przygotowany tor – bo wtedy może okazać się, że dla zawodowca uprawiającego inną dyscyplinę warsztaty określone mianem dla wszystkich poziomów zaawansowania, dla początkujących też – mogą wcale takie nie być. Zajęcia dla początkujących oznaczają, że każdy będzie w stanie wykonać przygotowane ćwiczenia, a one z pewnością nie były dla każdego. Nie masz możliwości ani skalowania obciążenia, ani wyboru alternatywnego ćwiczenia – nie umiesz czegoś, nie jesteś w stanie zrobić to nie robisz, po prostu. Nikt Cię nie zmusza, bo i nie ma alternatywy.

Według mnie są to zajęcia przeznaczone dla określonej grupy osób, która jara się takimi przeszkodami i lubi widownię. Ja jestem typem odludka i mimo mojego pozytywnego nastawienia do ludzi, wyzwań i życia spojrzenia grupy mnie paraliżują, nie lubię tego, nie lubię szumu. Z drugiej strony zastanawiam się nad progresem, jaki można uczynić w tejże dyscyplinie. W treningu siłowym wiadomo chodzi o większe ciężary, w crossficie wytrzymałość, czas, powtórzenia, bieganie – czas, dystans, a tutaj? Nie wiem. Pokonasz ściankę i co dalej. Wskoczysz na skrzynię – brawo!

Ustawiony tor trenerzy znali na pamięć i pięknie go pokonywali, tylko jaki jest w tym sens? Aby pokazać grupie, że oni umieją a grupa ma problem? Czy mierzenie się z przypadkowymi osobami może poprawić czyjąś samoocenę?

Podsumowanie

To były moje pierwsze zajęcia takiego typu. Osobie zaawansowanej lub komuś, kto lubi coś takiego z pewnością spodobają się, ja niestety nie miałam z nich radości ani zadowolenia, bo przekonałam się, że wolę inną formę aktywności, z której skorzystałam po warsztatach w innym miejscu.

Mimo na początku zajęć wyśmienitego humoru wyszłam niezmęczona i niezadowolona, a moja motywacja jak feniks obróciła się w popioły. Wbrew mojej koleżance nie zgodziłam się opuścić warsztatów już w trakcie rozgrzewki (czego się domagała;) ) lecz dałam szansę trenerom i sobie.

To były pierwsze zajęcia, a więc najważniejsze, zapoznające z tematyką To od ich poprowadzenia tak naprawdę zależy czy grupa będzie chciała przyjść na kolejne. Niestety nie zainteresowały mnie na tyle, aby ćwiczyć to dalej, zniechęciły mnie do zabawy z przeszkodami i nie spełniłam swojego marzenia treningu na linie, ale mimo wszystko postanowiłam pobiec w takim biegu – a co tam, nie dam się złamać 😀 chcę zobaczyć i sprawdzić swoje umiejętności nie na kilkunastometrowej sali, gdzie przeszkoda goni przeszkodę, lecz w kilkukilometrowej trasie.

Plusy:

  • dużo przeszkód, ale odstępy pomiędzy nimi niewielkie
  • dostępna magnezja
  • ciekawa rozgrzewka (drabinki były świetne), choć w perspektywie czekania na swoją kolejkę do wykonania późniejszych ćwiczeń (np. skoków przez skrzynię) mało funkcjonalna
  • ascetyczna aranżacja wnętrza – to mi się podobało;

Minusy:

  • zajęcia nie są przeznaczone dla wszystkich;
  • brak ćwiczeń zamiennych (jeśli czegoś nie jesteś w stanie zrobić, nie ma alternatywy);
  • brak zmęczenia fizycznego i potu
  • zimno;
  • trenerzy nie tłumaczą w stopniu wystarczającym i nie poprawiają, nie powiedzą co robisz źle, na co zwrócić uwagę itd. a przecież przychodzą tez osoby początkujące;
  • cena kolejnych zajęć jest wysoka – 35 zł, jest to cena za zajęcia, nie za wejście na cały dzień do SWL
  • dużo osób=widownia – ktoś lubi zajęcia zorganizowane, inny nie, dlatego w tej grupie, a jest to specyficzna forma zajęć grupowych, w których jeden patrzy jak drugi pokonuje przeszkodę, nie ćwiczy się jednocześnie;

Moja ocena 2/5

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: