Czym jest przetrenowanie?

Gdy czytam w necie artykuły o przetrenowaniu mam wrażenie, że autorzy, którzy je piszą nigdy nie zetknęli się z tym stanem. Dlatego uważam, że tylko osoba, która doświadczyła przetrenowania może wiarygodnie o tym mówić i przestrzegać innych.

Od blisko trzech lat trenuję podobno bardzo intensywnie, ok. 2 lata 6x tyg, później i obecnie 5x tyg (‚podobno’, gdyż jest to opinią innych osób, mi było już trudno obiektywnie spojrzeć na swoje wyczyny), pracuję na normalnym etacie, czyli po 8 godzin dziennie. Wychodzę z domu sporo przed 7, po pracy jadę na siłownię (lub uczelnię, ponieważ piszę piszę i skończyć nie mogę doktorat 😉 ), później po drodze jakieś zakupy i między 19-20 jestem w domu, zaczynam gotować i szykować się do pracy na następny dzień. Śpię krótko i szybko, ale równie błyskawicznie potrafię się zregenerować i potrafiłam to przez blisko trzy lata, do pewnego momentu. Jestem otwartą osobą, ale o sobie mówić nie lubię, więc oczywiście w moim otoczeniu nikt nie miał pojęcia, że zaczynam czuć się gorzej – „super wyglądasz”, „nie widać po Tobie zmęczenia”, „masz tyle energii” – to tylko niektóre słowa jakie słyszałam. W rzeczywistości było inaczej… Jakiś czas temu treningi przestały dawać mi radość, mam napisany plan i według niego leciałam – w ten sposób łatwiej było mi się zmusić do ćwiczeń. Tak. Zmusić, bo tak to w ostatnim czasie wyglądało. Może nie bardzo rozumiesz o czym mówię… Osoby, które mnie znają wiedzą jak trenuję, nie jest to pilates, fitness czy spacerek po bieżni. Spróbuję wytłumaczyć Ci inaczej. To tak jakbyś w kółko słuchał/słuchała swojej ulubionej płyty winylowej na wysokich obrotach, kiedyś w końcu igła gramofonu pęknie, a płyta się zedrze i mój organizm był taką płytą, a igłą treningi, które mnie napędzały. Z jednej strony dawały mi energię i radość, a z drugiej nadmiernie eksploatowały. Teraz to wiem i potrafię o tym mówić, jeszcze niedawno było to dla mnie niemożliwe. I mimo, że rozmawiałam z bardziej doświadczonymi osobami, które łapały się za głowę słysząc co robię i ostrzegały mnie, to oczywiście nie przyznałam się, że mam problem (Grzegorzu to nie będzie laudacja na Twoją cześć, nie będę łechtać Twojej próżności;) ).

 

Jak to się zaczęło? A no właśnie jakiś miesiąc może dwa temu zauważyłam, że treningi nie przynoszą mi już takiej radości jak kiedyś, miejsce, w którym trenuję i ludzie zaczęli mnie wkurzać ponad normę, a uważam że posiadłam cierpliwości ogromne zasoby. Muzyka, która dawała mi energię do ćwiczeń przestała sprawiać mi przyjemność, zaczęły się problemy z motywacją, pojawił się niepokój i poddenerwowanie, ale mimo to myślałam, że to minie. Ćwiczyłam dalej, bo siłownia jest miejscem, gdzie mogę wyłączyć się i być sama ze sobą, kombinowałam z odżywianiem, ale na regenerację czasu brakowało. W tym samym czasie pojawiły się problemy zdrowotne, a więc obniżona odporność, stresy różniste, a to urządzanie mieszkania, a to przeprowadzka, a to inne dylematy osiedlowej celebrytki 😀 Ale co ja nie dam rady? Ja? Dawaj mocniejszy cross, mocniejsze martwe ciągi i szło fajnie, ale zorientowałam się, że wpadłam w błędne koło i treningi zaczęły rządzić mną, a to przecież ja decyduję o tym, na co przeznaczę swój czas.

Przy okazji powiem Wam, że najbardziej nie mogę znieść, cholera mnie bierze, gdy ktoś mi mówi, że nie ma czasu! Człowieku nie ma czegoś takiego jak czas (!), czas nie istnieje – jest życie i dopóki żyjesz od Ciebie zależy, co robisz i na co masz ochotę, bo teraz wiem, że nic nie muszę. Obowiązki są, ponieważ dokonujemy pewnych wyborów, ale dopóki żyję MAM CZAS. Może jutro wyjdę i trzepnie mnie samochód i wtedy faktycznie nie będę mieć już czasu, ale dopóki żyję mam energię i czas na wszystko, na wszystko na co mam ochotę. Rozumiecie? To od nas zależy, jak zagospodarujemy swój czas wolny, czy jeśli mam wolną sobotę, to rano pośpię do 12, czy wstanę o 7 wypiję aromatyczną kawę w najlepszej filiżance, otworzę książkę i z oczami jak pięć złotych będę przewracać kolejne jej karty i ogrzewać się w blasku poziomkowej świeczki, która stoi obok mnie, czy wyjdę na trening czy będę siedzieć w domu z pilotem i narzekać na swoje ciało i los, a nie daj Bóg jeśli sąsiad ma lepszy samochód, albo dom oooo dramat murowany – wiadomo albo złodziej, albo ma szerokie plecy i znana z „Dnia Świra” modlitwa Polaka z polskiej piersi się wyrywa… ech… ludzie…

No i tak się męczyłam na moich ulubionych treningach, ale walczyłam ze sobą, ze swoją motywacją i wygrywałam, tylko po co…? Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że do stanu przetrenowania dochodzi się etapami, ma to charakter procesualny. Najpierw czujesz zmęczenie, później przemęczenie, a na końcu jest przetrenowanie. U mnie tak to wyglądało. Najlepiej jest nie dopuszczać nawet do pierwszego ze stadium, ale jak już się pojawi walnąć się mocno w łeb, albo poprosić o to kogoś bliskiego. Momentem decydującym, który silnie odczułam były Walentynki. Słuchajcie to jest niewiarygodne, że dzielę się z Wami tak bardzo moimi przeżyciami i stanem psychofizycznym, ale czynię to prewencyjnie, nie żeby Was uchronić, ale dać do myślenia. Idąc z pracy na przystanek zaczęła mnie boleć głowa, ot wielkie mi mecyje pomyślicie, no wielkie, bo jestem przyzwyczajona do migren i różnego rodzaju bólu (m.in miałam nastawianą kość guziczną, szytą nogę, skręcone i naderwane kręgi szyjne, zerwany mięsień dwugłowy i inne rewelacje, o których nie będę pisać, ale możecie być pewni, że próg bólu mam dość wysoki:) ), ale taki stan jakbym miała rozdwojoną jaźń, jakby z głowy miał mi wyjść Obcy, serce wali i nie potrafisz przeczytać na tablicy rozkładu autobusu o której masz miejski nie zdarza się Wam często, prawda? Mi również nie. Po powrocie do domu nie było ze mną kontaktu, moje słowa przypominały bełkot, a przy tym poddenerwowanie, przeraźliwy ból głowy, zawroty i uczucie mającego nastąpić omdlenia były przerażające.

 

A przy tym jeszcze wysłuchiwanie pretensji, zarzutów i słów rozczarowania doprowadzić może do furii, ale w tym stanie jest naprawdę wszystko jedno. Położyłam się spać, ale po obudzeniu ból nie ustępował. Zjadłam i ponownie marzyłam tylko o śnie. Organizm domagał się regeneracji… Po tym incydencie poszłam jeszcze kilka razy na siłownię, ale ciężko było mi się zmotywować do ćwiczeń, słuchajcie przetrenowanie nie jest zwykłym brakiem motywacji, gdy nie chce nam się ruszyć tyłka, to nie jest lenistwo a niemoc. Naprawdę niemoc i bezradność. Ty chcesz, a organizm nie i jak na złość mówi Ci stop. Nie masz sił, czujesz się ospały i to powoduje irytację i frustrację i jest jeszcze gorzej, przerywasz trening, bo nie masz sił, werwy, energii, nie możesz się skoncentrować i nakręcasz się, bo denerwuje Cię ten stan, oj ciężko to opisać. A stres = kortyzol. Proste równanie. I myślę, że jeśli ktoś nie był prawdziwie przetrenowany (to nie są zakwasy, albo ból mięśniowy), że podchodząc do sztangi miał dosłownie naprawdę odruch wymiotny, to będzie ciężko mu zrozumieć o czym mówię. Oczywiście trening przerwałam, serce waliło jak szalone i to nie jest takie przyjemne łaskotanie jak wtedy, gdy siedzisz obok osoby, która Ci się podoba i masz ochotę bynajmniej tylko patrzeć… Przetrenowanie nie jest zmęczeniem, jest stanem psychofizycznym, w którym nie tylko siła mięśni odmawia Ci posłuszeństwa, ale przede wszystkim układ nerwowy, jest to złożona reakcja organizmu. Robiąc aż tak często trening wytrzymałościowo-siłowy bardzo mocno obciążyłam swój układ nerwowy i masz babo placek, narobiło się więc rzuciłam w cholerę sztangę i pobiegłam do szatni, a później do domu zastanawiając się co mi jest i o co w tym wszystkim chodzi, wiadomo to wymagało poważnej analizy 😀 Przecież mam wytrzymałość, siłę, z wydolnością też nie najgorzej, problemy zdrowotne mam to fakt, ale rok temu też je miałam. Wtedy zorientowałam się, że od blisko trzech lat nie miałam dłuższej przerwy od treningów niż… trzy dni (nie licząc rekonwalescencji i rehabilitacji po upadku ze schodów). Mało tego bardzo napędziłam swoją przemianę materii, do tego stopnia, że godzinę po posiłku organizm chce jeść, no taki jest 🙂  Po tym jak zrobiłam sobie taki bilans zysków i strat postanowiłam dać sobie trochę odpoczynku, więcej spać, nie stresować się, chociaż okres badań zawsze skutkuje niepewnością i odpocząć od ćwiczeń ponad tydzień 🙂 Jak wytrzymałam? 😀 Wszystko jest w głowie i to jak będziemy reagować zależy od nas. Kiedyś lekarz, do którego chodzę powiedział mi, że całkowite odseparowanie mnie od treningów byłoby jak odstawienie narkotyków przez narkomana więc w moim przypadku większą korzyść przyniosą ćwiczenia niż ich brak. I faktycznie po około trzech dniach było źle, nerwy, dreszcze, przyspieszony oddech i bicie serca, ból głowy, niepokój i dziwny do opisania permanentny stan gotowości i towarzysząca myśl, że zgrubnę, no zgrubnę jak nic. I nawet widziałam to w lustrze, że cellulit mnie odwiedził, a na plecach mam ciasto drożdżowe, bo przecież przez te kilka dni mięśnie, nad którymi pracowałam 3 lata wyparowały 😉

 

Gdy jesteś w takim stanie, a ktoś jeszcze pogorszy Twój nastrój jakimiś swoimi rozterkami dramat masz murowany – regres, żal, smutek i olaboga co będzie?! Zrobiłam reset, ileż ja książek przeczytałam, jak za czasów studenckich, ach te wieczorne seanse – ja, lampka wina, film i celebrowanie chwili. No dobra pierogi też jadłam i bułki z masłem w promo, testowałam smak różnych czekolad, ale to oczywiście z powodów badawczych. I wyobraźcie sobie, że wróciłam na siłownię i od nikogo nie usłyszałam, że zgrubłam i nawet nikt nie patrzył na mnie, jak na toczącą się kulkę śniegu, z której wystają tylko łapki i nóżki Michelina 😀 Mówiłam już, że szybko się regeneruję? A no właśnie, odzyskałam energię i miałam niesamowitą radość z treningu, sił więcej i niezłą wytrzymałość. Nie tylko treningi spowodowały przetrenowanie, ale w głównej mierze przyczynił się do tego brak regeneracji i odpoczynku, dlatego uwaga uwaga redukuję swoją liczbę treningów z pięciu do czterech (ej, dla mnie to wyczyn, niedawno trenowałam 6xtyg), a perspektywicznie być może będą to nawet trzy treningi w ciągu tygodnia plus rower. Ktoś chętny? 🙂 Odzyskałam psychiczny i fizyczny spokój, a przede wszystkim energię, której mogę Wam pożyczyć, ale tylko na trochę. Nie jest to niczym niezwykłym, ale czyż nie jest piękne to, że niedługo będzie wiosna, że mimo tego, że pada śnieg to świeci słońce? Jak można nie cieszyć się z tego? Odpowiedni bilans między wysiłkiem a odpoczynkiem jest konieczny i nie ma, że się nie da. Pozwól sobie i mówię to również do siebie na odpowiednią ilość snu, odpoczynku, nawet niech to się odbędzie kosztem zmniejszenia objętości treningowej, ale dobrze zjeść i spać musisz i koniec kropka 🙂 

A w wolnej chwili możecie poczytać jak:

Jedna myśl na temat “Czym jest przetrenowanie?

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: