Jedz czekoladę i chudnij! O rewolucyjnej i pysznej czekoladowej diecie! cz. I

Uda mam za grube, ręce mi wiszą, na tyłek wlazł cellulit i za nic w świecie nie chce mnie opuścić, nos mógłby być troszkę krótszy, i ta zmarszczka na czole, której już nawet grzywką nie da się przykryć, bo od prostownicy zrobiła się jak ogon pawia po przebytych godach. Ach no i rzęsy, wydałam majątek na te nowe hity z reklam i tusze, które miały sprawić, że rzęsami będę sięgać niemal Drogi Mlecznej.

IMG_20180214_212916

I tak siedzę i patrzę na te fretki z telewizji w rozmiarze zero. No i ja – księżniczka siedząca na kanapie, która z alergią patrzy na słodycze i codziennie rano ze stresem próbuje zapiąć za małe spodnie, które miesiąc temu kupiłam, jako taką moją miarkę i wyrocznię, sprawdzającą czy jestem chudsza czy nie. Jak Baba Jaga, co weryfikuje grubość jasiowego palca… A już najgorszą z możliwych sytuacji jest wędrówka po sklepie, którego alejek jeszcze nie znam, bo wówczas nie ma siły żebym nie wpadła w czekoladową otchłań i jak zaczarowana stoję i patrzę na uginające się pod czekoladową rozkoszą półki, a z drugiej strony walczę jak Chloe Cat z „Sekretnego życia zwierzaków domowych” przed zjedzeniem kurczaka. Dla tych, którzy nie wiedzą, o czym mówię link poniżej:

Wygląda znajomo? 😀  I pytam siebie i Was po co? Ciągle żyjemy w stresie i jeszcze od siebie za dużo wymagamy. Wpadamy w jakąś irracjonalną spiralę, którą same nakręciłyśmy, po co? Bo ktoś kiedyś narzucił jakieś głupie kanony, rozmiary, wygląd, a my jak osiołki dajemy prowadzić się za sznurkiem z marchewką? Chcesz być taką naiwną zwierzyną, która da się prowadzić zazdrosnym słowom innych?! W imię czego rezygnować z przyjemności, jaką daje nam jedzenie? Ostatnio usłyszałam, że jak się na mnie patrzy, to widać, że smakuje mi to, co sobie ugotuję 😀 A i owszem jeść uwielbiam i czekam, aż wezmę coś do buzi i pamiętajmy, podobno trzeba 40 razy przeżuć to co mamy w mordkach, bo wtedy uruchamia się ośrodek w mózgu odpowiadający na sytość. I będziesz odmawiać sobie tego, co dobre, bo spotkałaś kogoś, kto mówi Ci, że masz grube uda? Naprawdę przejmujesz się tym, że ktoś, kto sam nie jest ideałem wytyka Ci obfitość Twoich nóg?! Chyba żartujesz. A myślisz, że fitlaski, które piszą o tym że tylko liść sałaty i shake białkowy nie siedzą za rogiem w Macu?! 😀 To jest wyznacznik piękna i wartości człowieka tak? Albo może podoba Ci się koleś, który woli wydatniejszy biust, to co polecisz zrobić sobie operację, bo on tak lubi, a Ty chcesz się podobać? A może potrafi tak Cię nakręcić i pięknie mówić, że w rzeczywistości uwierzysz, że Ty tego chcesz? A może by tak akceptować siebie i czuć się ze sobą dobrze w rozmiarze 36 i 44? Co Wy na to? Drogie Panie może przekona Was argument, że stres wydziela hormony, które utrudniają nam redukcję tkanki tłuszczowej, choć podkreślam, redukcja nie może stać się jedynym naszym celem w życiu, bo zwariujemy, serio serio.

Znalezione obrazy dla zapytania czekolada mleczna oreo milka

Nie zatracajmy się w dietach, nie lubię tego słowa, bo od razu mam przed oczami miliony tabelek, składów odżywczych, zakazów i nakazów, a to powoduje frustrację. Tak, schudłam i może myślicie, że łatwo jest mi teraz o tym wszystkim mówić, ale tak nie jest. Druga strona medalu bywa smutniejsza, ponieważ mówi wiele o nas samych. Tak się jakoś złożyło, że człowiekiem pozostajemy bez względu na mniejszy lub większy zasób portfela, kilogramów, centymetrów czy lat. Dobrze jeśli pozostajemy takim samym człowiekiem, mam nadzieję pozostać taką jaką jestem za 2, 5 i 10 lat i nie zamierzam zmieniać się dla nikogo. Dlaczego o tym piszę, a no dlatego, że wraz z „przyjaznymi” muchami plujkami pojawiły się osoby płci tej niby mocniejszej, które wcześniej mimo, że byłam bardziej zauważalnych rozmiarów jakoś nie dostrzegali mnie, a obecnie są dziwnie życzliwi, pomocni i rozmowni. Widzicie jakie to wszystko jest miałkie i nijakie? Chwilowe i puste? Wcześniej z takim samym poczuciem humoru, inteligencją i osobowością byłam niezauważalna, a chudnąc zyskałam rzesze „znajomych”, ale też bzykających nad uchem komarzyc 😀 Więc po co żyć dla kogoś, czy życie nie jest za krótkie, aby odmawiać sobie przyjemności? Oczywiście nie jest to powodem, dla którego będziemy teraz zjadać kilka tabliczek czekolady, ale jak się okazuje spożycie kilku kostek czekolady dziennie pomaga schudnąć. Mi to pasuje, bo jestem amatorem wszystkiego co czekoladowe, a szeleszczący papierek jest moją największą słabością, która jak się okazuje wcale zła nie jest… Gdzie tkwi sekret czekolady i dlaczego zyskała miano pokarmu bogów? Odpowiedź nie sprawi trudności nikomu – oczywiście dzięki zawartości kakao i masła kakaowego.

Im więcej tego wspaniałego składnika, tym lepiej. Dlaczego? To proste! Większa zawartość kakao oznacza mniejszy procent cukru i mleka w proszku, bingo! Jesteśmy w domu.  Ale czy każda tabliczka, która zuchwale napina się na sklepowej półce jak parówka Frank i spółka z Sausage Party ma zaszczyt nazwać się czekoladą? Nie… Jaka więc czekolada jest najlepsza? Gorzka? Tak, jest ona gorzka ze względu na substancje, które znajdują się w kakao, ale do tego powrócę w kolejnej części czekoladowej rozkoszy. Nazwa ‚czekolada gorzka’ jest bardzo myląca, dlatego, że te czekolady, które popularnie nazywamy gorzkimi nie są prawdziwie gorzkie, ponieważ jak widać na poniższych zdjęciach zawartość kakao w każdej z nich oscyluje ok. 60 %, a to niestety za mało… (szczegółowe porównanie składów różnych czekolad w kolejnych wpisach).

Znalezione obrazy dla zapytania czekolada gorzka wedel

 

W tym przypadku jaskółka jednak wiosnę uczyniła i po tym, gdy jedna z firm zaczęła produkować czekolady od 70% kakao, inni bardziej popularni producenci również uderzyli na rynek z takim asortymentem i bardzo słusznie. Nie tylko dostępność pożywienia bogów z wysokim procentem kakao zwiększyła się, ale też ceny nie są już tylko dla bogów, a także dla lokalnych herosów 😉 Zapytacie jaką czekoladę polecam? Mam swoją ulubioną, ale nie polecę żadnej firmy, gdyż najważniejszy jest skład i ja wybieram tę z 90% kakao. Jej smak jest specyficzny i mam świadomość, że dla łasuchów może być nieznośny dlatego na początek sugeruję wybierać 70tki 🙂 Produkcja czekolady o wysokiej zawartości kakao trwa około od 72 do 96 godzin!!! O proszę, a ja potrafię zjeść ją w 5 minut 🙂

Co się takiego stało, że to cenne ciemne ziarno, które było niegdyś środkiem płatniczym, bohaterem ksiąg i symbolem religijnym zostało obecnie postawione przed sądem społecznych myślicieli i oskarżone o udział w zwiększaniu wagi jej pożeraczy… Dlaczego często mamy wyrzuty sumienia, gdy sięgamy po kostkę i czynimy to tylko przy zgaszonym świetle? Wiadomo, to czego nie widać nie liczy się, więc i kalorie zjadane po ciemku odkładają się w sąsiadce, bo przecież nie we mnie… To może od początku…

EXCELLENCE 99% CACAO 50g

Kakao nie jest wymysłem naszych czasów, ba! nawet nie naszych dziadków czy pradziadków. Żyły sobie niegdyś najprawdopodobniej w Ameryce Południowej i Środkowej ludy, które uprawiały ziarno kakaowca. Oczywiście nie nazywali go jeszcze kakaowcem, bo w zasadzie do niczego nie było im to potrzebne. Aztekom kakao służyło m.in. jako rosnący na drzewie pieniądz, za który można było wiele kupić. I tak dni i miesiące mijały im na uprawie tego cennego ziarna, którego właściwości sami zaobserwowali i wykorzystywali (do przyrządzania pitnej czekolady dodawali np. miodu). Dla czytelników, którzy narodzili się w epoce „smart” i „fast” należałoby wspomnieć, że nie było wtedy nauk i badań laboratoryjnych, dzięki którym, ktoś zbadałby skład i zastosowanie kakao. Komputerów również nie było i z telefonami do przyjaciela także kiepsko, więc każda bardziej wyrafinowana forma weryfikacji składu kakao obracała się wniwecz.

Znalezione obrazy dla zapytania kakaowiec

Ziarna kakaowca

W 1753 roku pewien Szwed znany nam pod imieniem Linneusz (rzeczywiście Carl von Linne) nadał roślinie dostojną nazwę – Theobroma cacao, pierwszy człon określający rodzaj pochodzi z greki i oznacza „pokarm bogów”, drugi  cacao charakteryzuje gatunek i nawiązuje do języka już z Nowego Świata, ale że ta nazwa wydała się Linneuszowi zbyt barbarzyńska, jak dla tak wyjątkowej rośliny użył jej na końcu nazwy. Ciekawostką jest, że owoce kakaowca potrzebują około pięciu miesięcy żeby urosnąć do odpowiednich rozmiarów, a później kolejnego miesiąca żeby dojrzeć. Natomiast kwiaty tego drzewa zapylane są przez cały rok. No i mamy sobie już ziarenka i co dalej, jak one zamieniają się w rarytas, który chyba wszyscy uwielbiamy i obok, którego bezinteresownie przejść nie sposób. Otóż skład ziaren zdominował tłuszcz, który po obróbce mechanicznej zamienia się w masło kakaowe – używa się go do produkcji czekolad (uwaga do tańszych czekolad zamiast masła kakaowego dodawana jest lecytyna, czyli tłuszcz, który można pozyskać z żółtek jaj i byłby super, ale produkcja biorąc pod uwagę cenę jajek byłaby kosztowna – dlatego lecytynę najczęściej produkuje się z ziaren soi…), a z pozostałości tzw. makuchów kakaowych robi się kakao 🙂 Masło kakaowe znalazło swoje zastosowanie także w kosmetologii. Poza tłuszczem ziarno zawiera około 10% białka i tyleż samo skrobi. Zaskoczeniem może być fakt, że Europejczycy skosztowali czekolady dopiero w połowie XVII roku, podczas gdy żyjący ok 1500 lat przed naszą erą Olmekowie prawdopodobnie jako pierwsi wyprodukowali czekoladę z ziarna kakaowego 🙂 A że niby tacy nowatorscy jesteśmy i czego to technologia nasza, europejska niby nie wymyśli 😉 Wiecie, że Majowie z wielką starannością przyrządzali kakao na tysiące sposobów, dodawali do niego np. wanilię, a także przygotowywali pitną czekoladę, natomiast Aztekowie świrowali na jej punkcie chyba jeszcze bardziej niż my obecnie i bawili się jej przyrządzeniem, a po dodaniu różnych kwiatowych pyłków (będących afrodyzjakami) bawili się gdzie indziej… 😉

Pitna czekolada znana Majom, czy nawet może Olmekom w późniejszym czasie była napojem arystokratów, dziś ta prawdziwa – jest dostępna w niemalże każdej lepszej kawiarni. Ale uwaga, spotyka się równie często, że w menu pod nazwą czekolada kryje się najsłabszej jakości napój sporządzany z jakiegoś proszku w woreczku podobnego do cappuccino… Kochani takie rzeczy w dzisiejszych czasach nie powinny się już zdarzać… Mnie też to spotkało, gdy w jednej z lubelskich restauracji po uprzednim zapytaniu i zapewnieniu mnie, że czekolada w karcie jest prawdziwą i gęstą otrzymałam jakieś pomyje z górą bitej śmietany (ha! no takiej w sprayu oczywiście), któremu do nektaru bogów jak pączkom sklepowym do moich 😀

Podobny obraz

Historia czekolady według mnie jest niezwykle pasjonująca i musiała się tu znaleźć nie tylko ze względów poznawczych, też nie tylko dlatego, że babska wścibskość nakazywała mi zajrzeć do garnka Majów czy Azteków, dzięki niej możemy wyjaśnić wiele współczesnych problemów dotyczących produkcji, a w konsekwencji dokonać wyboru tego wspaniałego łakocia. Ale o tym już w kolejnych częściach czekoladowego szaleństwa. A i pamiętajmy, że w 12 kwietnia w Polsce obchodzimy Międzynarodowy Dzień Czekolady 🙂 A póki co konsumujemy kosteczkę gorzkiej min. 70% pół godzinki przed obiadem i życie staje się piękniejsze 🙂

cz. II

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: