Paleo, kopenhaska, Dukana, kapuściana, IF, 1000 cal, a może południowych plaż?! Którą wybrać? cz. II

Pokrewne linki:

I. Paleo, kopenhaska, Dukana, kapuściana, IF, 1000 cal, a może południowych plaż?! Którą wybrać? cz. I

II. Jak wyliczyć zapotrzebowanie kaloryczne

Ups… Dzisiaj kończy się miesiąc noworocznych postanowień… I co? Jak się mają nasze zamierzenia, konkretne decyzje, które miały spowodować rewolucję w naszym życiu? Czy hasło „Nowy Rok- Nowa Ja” ma się dobrze i jest nadal aktualne?

Dzisiaj kontynuujemy naszą rozpiskę cudownych, rewelacyjnych i wspaniałych diet, dzięki którym nasza sakiewka ubożeje, a również często i zdrowie. Słuchajcie, z uporem maniaka będę powtarzać, że DIETY NIE DZIAŁAJĄ. Żadnych głodówek, żadnych wymówek! Przejdziecie na kilku czy kilkunastodniową dietę, a później zamiast 30 minus będzie 30 tam i z powrotem… No nie można tak. Jeśli nie chcemy efektu jo-jo, a nie chcemy, musimy zmienić nasze, jak to się ładnie mówi – nawyki żywieniowe, czyli to co jemy, ile i kiedy.

Intermittent fasting (IF)

Bardzo popularny jest sposób odżywiania oparty na małych posiłkach 5x dziennie. Często słyszymy też, że śniadanie jest najważniejszym posiłkiem dnia… No i pewnie dla niektórych z Was, moje opinia będzie jakąś herezją, albo niedorzecznością, ale nie uważam, aby śniadanie zjadane rano po przebudzeniu było jakoś specjalnie ważniejszym posiłkiem niż np. obiad. Uważam, że wszystko zależy od trybu życia jaki prowadzimy, od rozłożenia obowiązków i zajęć jakie mamy w ciągu dnia. Tak, tak, tak, jadałam 5x dziennie, ale wiecie co po pewnym czasie czułam, że jestem stale głodna, a w czasie treningu brak mi często siły i energii. Mój metabolizm był tak bardzo podkręcony, że to co jadłam bardzo szybko spalał i musiałabym zwiększyć porcje, a co za tym idzie podnieść swój dzienny bilans kaloryczny. Czułam, że potrzebuję zmiany, ponieważ mój organizm zaadaptował się już do takiego rozliczenia posiłków. Zainteresowałam się bardzo popularnym wśród trenujących osób sposobem odżywiania o tajemniczym skrócie IF (Intermittent fasting). Ze względu na moją porę treningu, czyli po godz. 16 uważam go za bardzo dobry i już tłumaczę dlaczego. IF opiera się na godzinach postu i jedzenia w różnym rozliczeniu np. 16:8, 18:6, 20:4, przy czym pierwsze liczby oznaczają czas wstrzymywania się od spożywania posiłków.  Ja wybrałam formę najlżejszą, czyli 16 godzin postu przy ośmiu godzinach jedzenia. I teraz w zależności od naszego harmonogramu dnia dopasowujemy sobie ten czas, np. jeśli zaczynamy jeść o 11 kończymy o 19 i do 11 następnego dnia nie podjadamy, jeśli o 9 rano zaczynamy, kończymy o 17 itd. Jak wspomniałam ze względu na moją porę treningową jem od 12 do 20, gdyż posiłek potreningowy zawsze muszę wchłonąć 🙂 Tak, dobrze rozumiecie, od godz. 20 nie jem do godz. 12.00. Wstaję bardzo wcześnie, bo przed 6 rano i myślałam, że w moim przypadku nie będzie to wykonalne, ale odżywiam się w ten sposób już drugi tydzień. Czy jest ciężko? Na początku było, ale zaczęłam w weekend kiedy wstaję później niż w ciągu tygodnia, więc do godz. 12 miałam krótszy okres bez jedzenia. Jak sobie radzę? – zapytacie. Otóż najadam się przed 20 często są to węglowodany, dzięki którym rano mam energię. Chyba jest to też kwestia przyzwyczajenia i przystosowania organizmu do nowych godzin żywienia. Początek dla mnie był trudny i przyznaję się Wam do senności, bólu głowy, rozdrażnienia, słabszego samopoczucia. Faktycznie brak pożywienia przez długie godziny początkowo znosiłam z wielkim wysiłkiem, ale mój organizm bardzo szybko przeinstalował się na godz. 12.00 – wtedy zjadam pierwszy posiłek. Biorąc pod uwagę czas trwania treningu nie jestem w stanie przejeść tyle kalorii, które mogłabym przyjąć przez cały dzień. W tym sposobie odżywiania najważniejsze jest to, aby wybrać takie okno żywieniowe, które pomieści nasze zapotrzebowanie kaloryczne. Przez większość dnia mam niski poziom insuliny, co mój organizm znosi bardzo dobrze. Jem okołotreningowo więc nie odczuwam głodu, ani też braku sił podczas treningu. Wyrzuty insuliny nie wpływają korzystnie na redukcję masy ciała, co powinny wiedzieć osoby borykające się z utratą masy ciała lub spowolnionym metabolizmem, który okresowy posty mogą napędzić. Mechanizm działania organizmu jest prosty, gdy ma paliwo w postaci spożytych węgli z nich czerpie energię, a okresy postów niejako zmuszają nasz organizm do sięgania po tłuszcz z naszych komórek, dlatego ten sposób odżywiania zyskuje coraz większą popularność u osób, które chcą schudnąć, a nie mają czasu na liczenie kalorii. Zauważyłam też, że lepiej śpię i szybciej się regeneruję. Ale jak każdy sposób odżywiania IF ma też swoje wady. Czy jest dla wszystkich? Zdecydowanie nie. Jeśli miałabym jakiekolwiek problemy zdrowotne, np. z nadnerczami, czy hormonami zapytałabym dobrego dietetyka, tylko dobrego, który ma pojęcie o IF. Ja mogę mówić tylko o swoich odczuciach, które są jak najbardziej pozytywne. Znam wiele osób trenujących, które także odżywiają się w ten sposób i również zwracają uwagę na przyrost masy mięśniowej przy redukcji tkanki tłuszczowej i większy poziom energii niż wcześniej. Niewątpliwie pozytywne działanie wynika także z samej zmiany sposobu odżywiania i wyrwania organizmu z dotychczasowych przyzwyczajeń.

Innym sposobem odżywiania IF są dni postu łączone z naszym normalnym odżywianiem się, np. 2 dni, w którym spożywamy znacznie mniej kalorii i 5 kiedy jemy normalnie, lub 1 dzień jedzenia, 1 dzień poszczenia i tak kolejno, ale one wydają mi się zbyt restrykcyjne jak dla mnie, ja po prostu za bardzo lubię jeść żeby się katować całym dniem postu! Tak bez czekoladki i kotleta schabowego… Nie dam rady więc nawet nie próbuję. Z naturą nie wygram, uwielbiam jeść i nie będę Was czarować, że w moim jadłospisie są tylko pistacje, migdały, pstrągi, wołowina, szparagi i avokado… No bez przesady, ja żyję, pracuję, uprawiam sport, jestem normalną babką, a te historie panienek, co to każda jest „fit(jej imię)” włóżcie między bajki… Z jednej strony fotki fit zielonych koktajli, a gdy nikt nie widzi lodzik i burger w Macu… 😀 Takie tak podwójne standardy, w które nie wierzcie. Nie żyję z diet, ani ze sportu, nie zajmuję się tym zawodowo, a przyjemność ze zdrowego jedzenia mam ogromną. Żyję w Polsce i najchętniej jem to, co polskie i już. Urodziliśmy się w szerokości geograficznej, w której schabowy jest czymś normalniejszym niż sushi. Czytajmy etykiety, zwracajmy uwagę na to, co kupujemy i nie dajmy się zwariować. To mówię ja dziewczyna z zadartym noskiem, która pisze to jedząc kluski z rosołem!!! Przeciwnicy glutenu hejtujcie, grzmijcie podczas gdy ja będę oblizywać ze smakiem swoją pyzatą mordkę 😀

 

Jedna myśl na temat “Paleo, kopenhaska, Dukana, kapuściana, IF, 1000 cal, a może południowych plaż?! Którą wybrać? cz. II

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: