III. Początków część ostatnia – o tym jak z eklerka rośnie crossfiterka :D

Nie miałam pojęcia o treningach siłowych, choć wcześniej uprawiałam tenis stołowy i prowadziłam dość aktywny tryb życia to o maszynach, martwych ciągach itp. nie słyszałam. Aby oswoić się z nowym miejscem biegałam po bieżni. Wszystkie programy znałam na pamieć, nie wiem czy ktoś inny, w tak ekspresowym tempie zwiedził wszystkie trasy – byłam w Hollywood i Sydney. Z perspektywy czasu myślę, że wybrałam też dobry moment na rozpoczęcie przygody z siłownią. Nowy klub, do tego wakacje więc mało ludzi.

Wkręciłam się w treningi, chodziłam jakieś 6-7 razy w tygodniu na zajęcia grupowe. Pojawili się fajni ludzie, nowi znajomi, dzięki którym rodziła się przyjacielska atmosfera. Na zajęciach każdy wzajemnie się motywował, dodawał impulsu do kolejnego powtórzenia. Ćwiczyliśmy razem i naprawdę nie miało znaczenia czy obok stał ktoś w rozmiarze 34 czy 46, kobieta czy mężczyzna.

 

P1290343

 

         Miesiące uciekały, a wraz z nimi centymetry i kilogramy. Odstawiłam nabiał, który jadłam często oraz pieczywo. Początkowo obwody zmniejszały się bardzo szybko. Nauczyłam się też, że waga czasami może nie drgnąć, dlatego ważniejsze od niej są centymetry. Trenowałam ciężko, zrezygnowałam z życia towarzyskiego, bo nie miałam już czasu na znajomych poza siłownią. Zaczęłam intensywniej interesować się tym co jem, ale też pracą mięśni i funkcjonowaniem organizmu. W końcu zaciekawił mnie trening obwodowy oparty na interwałach. Szłam na zajęcia zorganizowane z treningu funkcjonalnego, a później kręciłam z grupą na spinningu. Czytałam i oglądałam dużo materiałów video, a podpatrzone ćwiczenia sprawdzałam na sobie, ponieważ to, co jednym przynosi efekty mi przecież nie musi, ale chodzi o wytrwałość. I faktycznie niektóre ćwiczenia czułam bardziej, w innych praca mięśni nie podobała mi się, więc nie kontynuowałam ich.

IMG_20171009_215820

Po jakimś czasie organizm mój zaczął adaptować się do ćwiczeń więc czułam, że potrzebuję zmiany i wtedy z pomocą przyszedł trening siłowy. Zanim zdecydowałam się ułożyć plan treningowy oparty na ćwiczeniach typowo siłowych prześledziłam wiele stron, tych bardzo znanych i mniej, przeprowadziłam wiele rozmów z osobami bardziej doświadczonymi, nie wstydziłam się swojej niewiedzy, bo przecież każdy kiedyś zaczynał.  Dowiedziałam się co to są superserie, dropsety, trojbój oraz FBW, poznałam technikę wykonywania ćwiczeń złożonych przy większym obciążeniu, zainteresowałam się też suplementacją i dietetyką. I to był strzał w 10! Wykonywałam trening siłowy – nie rozrastając się, lecz ujędrniając. Byłam bardziej “zbita”.

21744962_1419532198166463_559306254_o

Dziewczyny nie wierzcie w jakieś mity, że są męskie ćwiczenia i damskie. My nie mamy tyle testosteronu co faceci więc jest nam trudniej zbudować masę mięśniową, a jeśli już ją w końcu zaczniemy mieć nie będzie ona takich kształtów i rozmiarów jak u mężczyzn – biologii nie oszukamy. Musicie wiedzieć jaki macie cel idąc na siłownię, co chcecie osiągnąć i po co to robicie. Często słyszę, że ktoś chce zgubić brzuch, wyszczuplić uda, zmniejszyć talię itd… Kochani ja też chciałabym mieć czarodziejską różdżkę, za pomocą której w jednym miejscu dodałabym sobie centymetrów, w innym zabrała, a gdzieś podniosła. Nie działa to w ten sposób. Nie chcesz mięśni, więc czego oczekujesz po treningach? Tkanki tłuszczowej? Może Wam uda się technika chudnięcia w wymarzonych partiach – mi niestety nie, pierwsze co poleciało to… oczywiście biust. W sposobie odżywiania nie zmieniłam zbyt wiele, nadal nie jadłam pieczywa, ograniczyłam nabiał, piłam dużo wody, a niedobory białka uzupełniałam izolatem, po treningu zawsze jadłam dojrzałego banana.

         21584405_1417261215060228_1202654919_o

Z odżywianiem eksperymentowałam, poczułam, że muszę swojemu organizmowi dawać wyzwania, a niech sobie radzi! Przez pewien czas jadłam częściej a mniej, później rzadziej, ale większą michę – ciągle regularnie, mniej więcej o stałych porach. Na efekty nie musiałam czekać, bardzo szybko stawałam się silniejsza, mogłam podnosić większe ciężary i bawić się przerzucaniem żelaza. Po roku zmniejszyłam liczbę treningów do pięciu w ciągu tygodnia. Byłam już bardziej rozciągnięta, moja sylwetka zaczęła ładnie zaokrąglać się i wysmuklać, a mięśnie zastępować trzęsącą się tkankę tłuszczową. Nawet nogi, które były i nadal są moją największą zmorą mniej przypominały amebiczną konsystencję. Weszłam w ten świat, żyłam nim intensywnie, po pracy biegłam z torbą na siłownię nie mogąc doczekać się kolejnego treningu, na którym będę przekraczać swoje możliwości i osiągać lepsze wyniki.

Jak widzicie wszystko układało się pięknie – do września 2016 roku, gdy doznałam poważnego urazu… Poprzestawiane kręgi szyjne, rozcięta głowa, noga do szycia, nadgarstek w stabilizatorze, stłuczenia i urazy całego ciała. Wyobrażacie sobie, co oznacza perspektywa długiego odseparowania od treningów dla osoby bardzo aktywnej…?

Ale podniosłam się i pokonałam kolejny raz swoje słabości.

Chcę przeczytać dalszą historię.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Blog at WordPress.com.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Get started
%d bloggers like this: