VIII. Metamorfozy ciąg ostatni

Dziękuję Wam za czujność i przypomnienie o braku zakończenia wpisu na temat pierwszego treningu crossfitowego! Faktycznie biję się w piersi, te które mi zostały po redukcji i już nadrabiam zaległości.

Urlop, godzina 5 minut 30, słyszę bezlitośnie głośny dźwięk budzika… Babo – myślę -masz urlop, gdzie Ty się wybierasz….? Aura nawet była mi łaskawa – jasno i nie pada, ale te wskazówki na zegarze zatrzymały się na nieludzkiej godzinie. Ej, jak za dobrze też nie dobrze. Trzeba wynurzyć stópkę spod morfeuszowskiego błogiego królestwa i wstać. Niczym mumia z pegasusowskiej gry Go Dizzy Go (wiecie… pokolenie 30+ wtedy były pegasusy zamiast urządzeń smart, taki prototyp PS-a kojarzycie?) podążyłam do kuchni zjeść śniadanie.

Przed treningiem, lub na noc jeśli ćwiczę rano – jem węglowodany i w tym przypadku też tak było. Na osłodę przygotowałam kaszę jaglaną z prażonym jabłkiem w cynamonie z miareczką odżywki białkowej (tak, może być bez 🙂 ) i odrobiną mleka kokosowego – lubię gdy jedzenie mi się skleja, wcześniej oczywiście szklanka wody z cytryną. Torba na ramię i ruszamy. Idealnym rozwiązaniem jest niezmotoryzowane przyjście na siłownię, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma taką szansę. Natomiast jeśli przyjeżdżacie samochodem po to, aby tylko skorzystać z bieżni może lepiej biegać w plenerze – i tu wkrótce zaskoczę Was…!

Idę… Biję się z myślami czy dam radę, przecież to ciężki trening o dużej intensywności. Ulice martwe, parking przed siłownią opustoszały jak nigdy, nie dlatego, że oto wszyscy pomyśleli, żeby zostawić samochody w domu i przyjść pocić się o 6.30.

CYMERA_20190210_220945

Wchodzę do szatni – pusto i wstyd się przyznać, ale zaczęłam nawet mieć nadzieję, że zajęcia nie odbędą się… Nie chodzę na zajęcia więc nie znam ludzi, którzy przecież już z pewnością stworzyli zgraną ekipę i ta nieustanna myśl czy dam radę. Bliskie są Wam te obawy? Brzmią znajomo? A może to też Twój problem? Wiedz, że nazwanie go jest milowym krokiem. Najgorszy jest lęk przed nieznanym, ale jak się okazuje, to co obce może być wspaniałe, a sport sprawia, że nowi znajomi nie są groźni i szybko przestają takimi być.

Wiecie co, ile rzeczy trzeba mieć w d… w głowie się nie mieści i żałuję, że nie potrafiłam wytłumaczyć sobie, nazwać swoich słabości i przełamać się choćby 4-5 lat wcześniej, bo wówczas bez kompleksów cieszyłabym się aktywnością fizyczną, ładną sylwetka, nie mówiąc już o wyglądzie na zdjęciach ślubnych! Fotograf robił co mógł, ale mój idealny kształt kuli wciśnięty niczym dorodna szyneczka w woreczek zdominował fotografie 😉

 

 

2 thoughts on “VIII. Metamorfozy ciąg ostatni

Add yours

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Blog at WordPress.com.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Get started
%d bloggers like this: